Tag Archives: vegan

Wegańskie mini pączki

Tłusty czwartek już za kilka dni, postanowiłam wymyślić przepis na mini pączki. Przetestowałam go na moich dzieciach i przyjaciołach. Jednogłośnie stwierdzili, że są pyszne. Przedstawiam Wam mój przepis:

Składniki:

500 gr mąki pszennej pełnoziarnistej,

1/3 szkl cukru,

1/2 łyżeczki soli,

14 gr suchych drożdży,

1 szkl mleka sojowego,

2 łyżki wódki,

opakowanie serka o smaku mango 140 gr,

30 gr oleju kokosowego, roztopionego i przestudzonego.

Olej do smażenia.

Posypka:

cynamon, cukier, orzeszki ziemne.

Wszystkie suche składniki wrzucamy do dzieży miksera, mieszamy. Następnie dodajemy mleko sojowe, wódkę i serek. Wyrabiamy przez kilka minut w mikserze z użyciem haka do mieszania chleba. Następnie dodajemy olej kokosowy i wyrabiamy przez kolejne 5-6 min. Tak wyrobione ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok 1,5 godz.

Po upływie tego czasu ciasto przekładamy na blat oprószony mąką i rozciągamy tak aby nie było grubsze niż 1 cm.

Z tak przygotowanego ciasta wykrawamy kółka o średnicy ok 3 cm (ja to robiłam kieliszkiem do wódki). Wyszło mi ponad 50 pączusiów. Przykrywamy je ściereczką i zostawiamy na ok 30 min.

W patelni o wysokim brzegu rozgrzewamy olej i, partiami, smażymy pączki do zezłocenia, ok 3 min.

Pączusie wyciągamy łyżką cedzakową i układamy na papierowych ręcznikach, aby odsączyć nadmiar tłuszczu.

Po kilka łyżek cukru i cynamonu oraz garść orzechów wrzucamy do blendera i blendujemy.

Każdy pączek obtaczamy w posypce i gotowe.

Róże karnawałowe

Jest taki czas w roku kiedy pojawiają się faworki! Muszą być kruche i z dużą ilością cukru pudru. Ja przynajmniej takie lubię. Dzisiaj przepis na wegańskie faworki, ja zrobiłam je w kształcie róż.

Faworki są bardzo proste, ale jednocześnie pracochłonne, w wykonaniu, ale warto się nad nimi pochylić.

Trzeba też pamiętać o tym, że ciasto musi być rozwałkowane jak najcieniej (nikt z nas nie lubi grubych faworków!) i zawsze musi być dodatek alkoholu w cieście. Inaczej w czasie smażenia tłuszcz dostanie się do ciasta i będą tłuste!

Składniki:

2 szkl mąki pszennej,

5 łyżek oleju rzepakowego,

2/3 szkl mleka roślinnego (ja użyłam sojowego niesłodzonego),

50 ml wódki,

cukier puder do posypania, ja zrobiłam sama z cukru trzcinowego,

kilka łyżek dżemu wiśniowego, malinowego lub truskawkowego w przypadku robienia róż karnawałowych.

olej do smażenia

Wykonanie:

Do dużej miski wsypujemy mąkę, dodajemy 5 łyżek oleju. Dokładnie rozcieramy mąkę z olejem między palcami. Dodajemy alkohol i ponownie wszystko rozcieramy. Wygląda to tak jak byśmy chcieli wetrzeć olej i alkohol w mąkę. Teraz dodajemy mleko sojowe, ciasto zagniatamy przez kilka minut. Powinno być sprężyste i nie lepić się do palców. Tak przygotowane ciasto wkładamy do woreczka strunowego, szczelnie zamykamy i zostawiamy na 30 min.

Po tym czasie wyciągamy ciasto, przekładamy na stół, lub stolnicę, obsypany delikatnie mąką i rozwałkowujemy najcieniej jak się da. Jeśli robimy zwykłe faworki to wykrajamy prostokąty. Następnie rozcinamy je wzdłuż dłuższego boku po środku i przekładamy krótszy bok przez to rozcięcie. Formujemy faworki.

Jeśli chcemy zrobić róże karnawałowe to wycinamy kółka w 3 różnych rozmiarach, z każdego rozmiaru tyle samo. Każde kółko delikatnie nacinamy z czterech stron. Układamy 3 kółka w różnych rozmiarach jedno na drugim (od największego do najmniejszego) i dociskamy po środku.

W płytkim, szerokim naczyniu rozgrzewamy tłuszcz i smażymy w nim nasze faworki lub róże z każdej strony, aż się lekko zrumienią. Przekładamy na papierowe ręczniki do odsączenia nadmiaru tłuszczu.

Na środek każdej róży nakładamy troszeczkę dżemu. I faworki i róże obficie posypujemy cukrem pudrem. Gotowe!!!

Co z tej soi?

Nie będę tu pisać o tym czy soja jest dobra, zdrowa, wartościowa, modyfikowana czy nie. Ja soi używam i bardzo ją lubię. Uważam ją za ziarno wszechstronne, z którego można zrobić wiele pysznych rzeczy.

Ja kupuję soję eko, niemodyfikowaną, mam teraz w domu całkiem spory zapas.

900 gr soi od tego zaczniemy, pokażę Wam ile da się zrobić z niecałego kilograma.

Soję zalewam zimną wodą i zostawiam na noc, na 10-12 godzin. Po tym czasie wylewam całą wodę, a soję płuczę kilkukrotnie. Następnie mielę ją w maszynce do mięsa z dodatkiem szklanki wody na każde 150 gr suchej soi. W dwóch największych garnkach jakie posiadam zagotowuję po 2,5 litra wody. Gdy woda się zagotuje do każdego z nich dodaję po połowie mielonej soi. Mieszam i czekam do zagotowania, trzeba być uważnym bo po zagotowaniu, bardzo szybko unosi się piana, która potrafi bardzo szybko wykipieć i mamy później problem z doczyszczeniem kuchenki. Po zagotowaniu wyłączam grzanie na ok 10 min. Zagotowuję jeszcze raz, cały czas mieszając. Po zagotowaniu wyłączam grzanie, trochę studzę. Całość przelewam, nad garnkiem, przez woreczek do produkcji sera, odciskam. To co zostaje w woreczku to okara, to co mamy w garnku to mleko sojowe. Okarę wykorzystuję do robienia kotletów, racuchów, pasztetów czy jako zagęstnik do sosów.

Mleko przerabiam dalej. Z części robię jogurt, z drugiej części tofu, połowę mleka zostawiam.

Jogut – mleko wlewam do dużego słoika, dodaję łyżkę jogurtu (z wcześniejszej produkcji, lub może to być roślinny kupny jogurt) dodaję trochę cukru. Zakręcam szczelnie i zostawiam w ciepłym miejscu na ok 12 godzin. Potym czasie powinien być gotowy.

Tofu – z połowy pozostałego mleka robię tofu. Mleko ponownie podgrzewam, tuż przed zagotowaniem dodaję łyżeczkę soli kuchennej i 5 łyżeczek nigari, czyli chlorku magnezu z niewielkim dodatkiem siarczanu magnezu. Mieszam i wyłączam grzanie, odstawiam na ok 20 min. W tym czasie mleko nam się rozwarstwi i zetnie. Całość przelewam przez woreczek do produkcji sera. Woreczek z zawartością wkładam do durszlaka i dociskam czymś ciężkim, tak aby z woreczka wycisnąć nadmiar płynu. Po ok 2-3 godzinach mam gotowe tofu.

Na koniec z 900 gr soi mam ok 2.5 l mleka, słoik pysznego jogurtu, ok 800 gr okary i tyle samo tofu. No i jak tu nie kochać soi?

Kotleciki z kalafiora i ziemniaków

Obiecuję sobie, że będę pisać reularnie, ale zawsze jest jakieś wytłumaczenie dlaczego tego nie robię. Przepraszam Was za to i zabieram się za pisanie.

Dzisiaj przepis na kotlecki z kalafiora i ziemniaków. Są smaczne i proste do zrobienia.

Składniki:

1 średniej wielkości kalafior,

700 gr ziemniaków,

4-5 łyżek skrobi ziemiaczanej,

4-5 łyżek mąki kukurydzianej,

2-3 łyżki natki pietruszki,

przyprawy: kumin, garam masala, kurkuma, pieprz, ostra papryka, sól, słodka papryka, rozmaryn – ja lubię dużo przypraw, daję ich minimum po 1/2 łyżeczki, soli do smaku.

Ziemniaki obieram i gotuję, kalafiora kroje na mniejsze kawałki i też gotuję. Gdy jedno i drugie jest już miękie, odcedzam i studzę. Następnie mielę na jednolitą masę. Dodaję mąki i przyprawy, dokładnie mieszam. Jeśli jest taka potrzeba dodaję więcej mąki kukurydzianej i doprawiam do smaku. Kotleciki formuję w dłoniach, robię kulki, które lekko rozgniatam, staram się je tak uformować aby wyszły okrągłe. Masa lekko lepi się do rąk, ale mi to nie przeszkadza. Co jakiś czas moczę ręce w zimnej wodzie. Kotleciki smażę po kilka minut z każdej strony (do zrumienienia) na rozgrzanym oleju.

Ja swoje kotleciki podałam z żółtym ryżem i warzywami.